Historycy z Rosyjskiej Akademii Nauk donoszą
Historycy z Rosyjskiej Akademii Nauk dostali polecenie tropienia fałszerstw historii, które szkodzą Rosji, i donoszenia na fałszerzy. Mają też składać raporty o tym, jak aktywnie walczą z fałszerstwami.
Demaskować i piętnować kazał im, jak podało Radio Swoboda, Walerij Tiszkow, szef sekcji historii RAN. W ten sposób realizuje dekret Dmitrija Miedwiediewa o powołaniu Prezydenckiej Komisji do Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii na Szkodę Rosji.
Zgodnie z okólnikiem rozesłanym przez Tiszkowa historycy mają "sporządzać listy fałszerstw z wyliczeniem głównych źródeł, osób lub organizacji tworzących i rozpowszechniających fałszerstwa, wyjaśnieniem, jakie niebezpieczeństwo dana falsyfikacja tworzy dla Rosji, oraz propozycjami zdementowania falsyfikacji".
To jednak tylko część roboty. Szefowie historycznych komórek RAN mają też składać raporty o tym, jak aktywnie walczą one z fałszerstwami.
Tiszkow pytany przez dziennikarzy Radia Swoboda, dlaczego nakazuje historykom donosić, mętnie tłumaczył, że napisał okólnik, by zebrać materiały do artykułu, i obiecał, że w czwartek odwoła swoje pismo.
28-osobowa prezydencka komisja do walki z tym, co w Rosji uważają za fałszowanie historii, została powołana do życia w maju. W jej skład weszło dwóch historyków, przedstawiciele administracji prezydenckiej, Federalnej Służby Bezpieczeństwa, Służby Wywiadu Zagranicznego, MSZ i innych instytucji państwowych niemających wiele wspólnego z badaniem przeszłości. Będzie ona tropić te przypadki przeinaczania faktów historycznych, które mają na celu "pomniejszenie międzynarodowego prestiżu Rosji".
Wysiłki komisji pomogą egzekwować zapisy ustawy "O przeciwdziałaniu rehabilitacji na terytorium byłych republik ZSRR nazizmu, przestępców nazistowskich i ich wspólników", którą wkrótce ma uchwalić Duma.
Ustawa przewiduje karę od trzech do pięciu lat więzienia dla tych, którzy twierdzą, że jakieś działania krajów - członków koalicji antyhitlerowskiej były przestępstwem. Jej autorom chodzi oczywiście o wybielenie organów władzy ZSRR, bo zgodnie z nowymi przepisami do więzienia może trafić choćby ten, kto uważa, że wymordowanie Polaków w Katyniu przez NKWD było zbrodnią.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Demaskować i piętnować kazał im, jak podało Radio Swoboda, Walerij Tiszkow, szef sekcji historii RAN. W ten sposób realizuje dekret Dmitrija Miedwiediewa o powołaniu Prezydenckiej Komisji do Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii na Szkodę Rosji.
Zgodnie z okólnikiem rozesłanym przez Tiszkowa historycy mają "sporządzać listy fałszerstw z wyliczeniem głównych źródeł, osób lub organizacji tworzących i rozpowszechniających fałszerstwa, wyjaśnieniem, jakie niebezpieczeństwo dana falsyfikacja tworzy dla Rosji, oraz propozycjami zdementowania falsyfikacji".
To jednak tylko część roboty. Szefowie historycznych komórek RAN mają też składać raporty o tym, jak aktywnie walczą one z fałszerstwami.
Tiszkow pytany przez dziennikarzy Radia Swoboda, dlaczego nakazuje historykom donosić, mętnie tłumaczył, że napisał okólnik, by zebrać materiały do artykułu, i obiecał, że w czwartek odwoła swoje pismo.
28-osobowa prezydencka komisja do walki z tym, co w Rosji uważają za fałszowanie historii, została powołana do życia w maju. W jej skład weszło dwóch historyków, przedstawiciele administracji prezydenckiej, Federalnej Służby Bezpieczeństwa, Służby Wywiadu Zagranicznego, MSZ i innych instytucji państwowych niemających wiele wspólnego z badaniem przeszłości. Będzie ona tropić te przypadki przeinaczania faktów historycznych, które mają na celu "pomniejszenie międzynarodowego prestiżu Rosji".
Wysiłki komisji pomogą egzekwować zapisy ustawy "O przeciwdziałaniu rehabilitacji na terytorium byłych republik ZSRR nazizmu, przestępców nazistowskich i ich wspólników", którą wkrótce ma uchwalić Duma.
Ustawa przewiduje karę od trzech do pięciu lat więzienia dla tych, którzy twierdzą, że jakieś działania krajów - członków koalicji antyhitlerowskiej były przestępstwem. Jej autorom chodzi oczywiście o wybielenie organów władzy ZSRR, bo zgodnie z nowymi przepisami do więzienia może trafić choćby ten, kto uważa, że wymordowanie Polaków w Katyniu przez NKWD było zbrodnią.
Źródło: Gazeta Wyborcza




