Wojska rosyjskie manewrują na granicy z Gruzją
Armia rosyjska rozpoczęła wczoraj zakrojone na szeroką skalę tygodniowe manewry na południu kraju. - To preludium do nowej wojny z Gruzją - ostrzega Andriej Iłłarionow, wieloletni doradca Wladimira Putina
- Rozmach tego przedsięwzięcia można porównać tylko z ćwiczeniami, jakie przeprowadzaliśmy w czasach ZSRR - chwalił się przed rozpoczęciem manewrów "Kaukaz 2009" generał Aleksandr Kołmakow, wiceminister obrony.
W operacji bierze udział 8,5 tys. żołnierzy, w tym i ci stacjonujący w nowych bazach w Abchazji i Osetii Południowej - prowincjach gruzińskich, które w wyniku ubiegłorocznej wojny zostały oderwane od Gruzji. Mają ćwiczyć w dziesięciu regionach Federacji Rosyjskiej również tak niespokojnych jak kaukaskie Dagestan, Czeczenia, Inguszetia, Karaczajo-Czerkiesja, gdzie aktywnie działa islamistyczne podziemie i niemal codziennie dochodzi do starć oraz zamachów.
W manewrach bierze też udział 200 czołgów, 450 transporterów, 250 dział, lotnictwo, okręty Floty Czarnomorskiej i Flotylli Kaspijskiej.
Oficjalnym celem operacji "Kaukaz 2009" jest sprawdzenie gotowości mobilizacyjnej różnych rodzajów wojsk, które mają się połączyć w grupę bojową i przeprowadzić "operację antyterrorystyczną".
Dowodzący ćwiczeniami gen. Nikołaj Makarow, szef sztabu generalnego, twierdzi, że są one także odpowiedzią na "rewanżystowskie plany" Gruzji, która według niego odbudowała już po ubiegłorocznej klęsce potencjał wojskowy.
Zdaniem Andrieja Iłłarionowa, który przez wiele lat był doradcą ekonomicznym Putina, a dziś jest jego wielkim krytykiem, "Kaukaz 2009" to przygrywka do drugiej wojny gruzińskiej. Iłłarionow przypomina, że rok temu tuż przed wybuchem sierpniowego konfliktu armia rosyjska przeprowadziła duże manewry "Kaukaz 2008", a potem wojsko, zamiast wrócić do koszar, poszło na Osetię Południową.
Zdaniem Iłłarionowa na to, że Moskwa szykuje się do nowej agresji, wskazuje fakt, że doprowadziła do usunięcia z Abchazji i Osetii Południowej obserwatorów ONZ oraz OBWE.
"Kaukaz 2009" ma się skończyć 6 lipca, czyli w dniu, kiedy do Moskwy przyjedzie prezydent Barack Obama. Manewry są także odpowiedzią na ćwiczenia, które NATO w ramach programu Partnerstwo dla Pokoju przeprowadziło w maju w Gruzji.
Źródło: Gazeta Wyborcza
- Rozmach tego przedsięwzięcia można porównać tylko z ćwiczeniami, jakie przeprowadzaliśmy w czasach ZSRR - chwalił się przed rozpoczęciem manewrów "Kaukaz 2009" generał Aleksandr Kołmakow, wiceminister obrony.
W operacji bierze udział 8,5 tys. żołnierzy, w tym i ci stacjonujący w nowych bazach w Abchazji i Osetii Południowej - prowincjach gruzińskich, które w wyniku ubiegłorocznej wojny zostały oderwane od Gruzji. Mają ćwiczyć w dziesięciu regionach Federacji Rosyjskiej również tak niespokojnych jak kaukaskie Dagestan, Czeczenia, Inguszetia, Karaczajo-Czerkiesja, gdzie aktywnie działa islamistyczne podziemie i niemal codziennie dochodzi do starć oraz zamachów.
W manewrach bierze też udział 200 czołgów, 450 transporterów, 250 dział, lotnictwo, okręty Floty Czarnomorskiej i Flotylli Kaspijskiej.
Oficjalnym celem operacji "Kaukaz 2009" jest sprawdzenie gotowości mobilizacyjnej różnych rodzajów wojsk, które mają się połączyć w grupę bojową i przeprowadzić "operację antyterrorystyczną".
Dowodzący ćwiczeniami gen. Nikołaj Makarow, szef sztabu generalnego, twierdzi, że są one także odpowiedzią na "rewanżystowskie plany" Gruzji, która według niego odbudowała już po ubiegłorocznej klęsce potencjał wojskowy.
Zdaniem Andrieja Iłłarionowa, który przez wiele lat był doradcą ekonomicznym Putina, a dziś jest jego wielkim krytykiem, "Kaukaz 2009" to przygrywka do drugiej wojny gruzińskiej. Iłłarionow przypomina, że rok temu tuż przed wybuchem sierpniowego konfliktu armia rosyjska przeprowadziła duże manewry "Kaukaz 2008", a potem wojsko, zamiast wrócić do koszar, poszło na Osetię Południową.
Zdaniem Iłłarionowa na to, że Moskwa szykuje się do nowej agresji, wskazuje fakt, że doprowadziła do usunięcia z Abchazji i Osetii Południowej obserwatorów ONZ oraz OBWE.
"Kaukaz 2009" ma się skończyć 6 lipca, czyli w dniu, kiedy do Moskwy przyjedzie prezydent Barack Obama. Manewry są także odpowiedzią na ćwiczenia, które NATO w ramach programu Partnerstwo dla Pokoju przeprowadziło w maju w Gruzji.
Źródło: Gazeta Wyborcza




