Język rosyjski - jrosyjski.pl

Darmowy kurs

Zapraszamy na darmowy kurs języka rosyjskiego od podstaw.

Młoda Rosja cz. 3 - Oczami Polaka

Bartek ma 23 lata i studiuje filologię rosyjską na jednej z polskich uczelni. Przyznaje, że na kierunek ten dostał się przypadkiem, ponieważ zabrakło mu kilku punktów na innym kierunku, na który koniecznie od dziecka chciał iść. Przez dwa lata uczęszczał na zajęcia „z musu”. Nie podobało mu się wcale, z semestru na semestr, z sesji na sesję starał się jakoś prześlizgnąć, byle zdać, ale oczywiście zbytnio się nie przemęczać. I już miał ochotę rzucić ten kierunek, gdyby nie kolejny przypadek, zrządzenie losu. Otóż, na początku trzeciego roku zapisał się na wolontariat, aby opiekować się zagranicznymi studentami przyjeżdżającymi do Polski na wymianę. Wypełnił deklarację, jako język „wiodący”, czyli ten opanowany w największym stopniu, wpisał oczywiście język rosyjski, choć tak naprawdę chciał opiekować się kimś albo z wysp brytyjskich, albo kimś ze Skandynawii, bo marzył o dłuższej podróży rowerowej właśnie u naszych północnych „morskich” sąsiadów. No ale tak się nie stało – poproszony został o opiekę nad dwoma uroczymi Rosjankami. Początkowo się wahał, nie chciał bowiem za dużo mieć wspólnego z tym, co „ruskie”. Z niechęcią się zgodził. Początkowo rozmawiał z dziewczynami wyłącznie po angielsku i tego samego od nich wymagał. Mówił sobie: „dlaczego ja mam się męczyć i próbować z nimi gadać po rosyjsku, niech one też się trochę postarają”. Szybko jednak pomiędzy nim i jedną z dziewczyn (imię jej było Yelena) zaiskrzyło nieco bardziej, aż stali się parą. Odtąd już z chęcią chciał się z nią spotykać. Druga dziewczyna szybko pojęła, że jest niczym piąte koło u wozu i odtąd doskonale radziła już sobie sama. A Bartek i Yelena spędzać zaczęli ze sobą coraz więcej czasu. I tak „przeszli” na język rosyjski, ponadto chłopak chciał się możliwie najwięcej wysłuchać o rodzinnym kraju swej partnerki. Dowiedział się na tyle dużo ciekawych rzeczy, że postanowił Rosję kiedyś odwiedzić. Średnio widział możliwość prowadzenia związku na odległość, ale postanowił, że spróbuje, ponieważ zależało mu na Yelenie. I tak, po roku studiowania w Polsce, dziewczyna musiała wrócić na swoją macierzystą uczelnię.

Młodzi długo utrzymywali kontakt, lecz rozłąka dawała się we znaki, więc Bartek postanowił Yelenę odwiedzić. Początkowo miał zamiar zrobić jej niespodziankę, ale później doszedł do wniosku, że jej rodzina może nie być zadowolona z tego względu, że w ich domu przebywać będzie intruz. Dogadał więc szczegóły i pojechał do Moskwy, gdzie mieszkała jego ukochana. Spędził tam trzy tygodnie, w tym czasie sporo udało mu się zwiedzić – nie tylko w stolicy Rosji, ale także pojechał w nieco bardziej ustronne tereny, niekiedy bardzo dziewicze, nietknięte cywilizacją. Podróż ta wywarła na nim piorunujące wrażenie.

„Rosjanie zawsze mi się kojarzyli z dziczą i Azją. Z tym, że nie umieją się porządnie zachować i kipią wręcz wiochą i bamberstwem. Że na wyjazdach zagranicznych wszyscy z góry wiedzą, kim są ci najbardziej hałasujący w hotelu – albo Rosjanie, albo Angole. Ale typ urody zaraz szybko wszystko wyjaśnia. Szczególnie jeśli się widzi takiego wycelowanego gogusia, który obwiesza się złotem we wszystkich możliwych miejscach iż zakłada świecące buty. No siara jak nie wiem. Nie raz miałem z takimi turystami do czynienia. Poza tym zawsze mnie wkurzało, że kiedy chodziłem do dyskoteki, np. w Turcji (czyli w tych krajach, gdzie dużo naszych wschodnich sąsiadów), wszędzie brali mnie za Rosjanina (przez ten słowiański typ urody…) i zaczęli do mnie nawijać w tym języku. A jeszcze bardziej mnie wkurzało, gdy puszczali jakieś „ichniejsze”, rosyjskie hity, które niczym się nie różnią od naszego disco-polo, tyle że śmieszniej dla nas Polaków brzmią. No i oczywiście puszczali tego tyle, że za każdym razem z takiej imprezy wychodziłem zażenowany. No bo to wszędzie wyglądało tak, jakby poza Rosjanami nie było żadnych innych turystów. Polskich hitów nie usłyszałem nigdy, chociaż nas jest zawsze wszędzie pełno.

Więc kiedy jechałem do Yeleny, byłem pełen obaw. Wciąż pilnowałem bagaży, bo żyłem w śmiertelnym przekonaniu, że jedna chwila nieuwagi i zostanę bez nich, bez pieniędzy, dokumentów itd. W końcu – jak już mówiłem – dla mnie to była typowa Azja, a więc zero pohamowań, prostactwo na każdym kroku, gorzała pod pachą zawsze i wszędzie (no bo zimno tam), niedouczenie, zero kultury itd. Ale z drugiej strony – o Yelenie myślałem podobnie, gdy dowiedziałem się, że mam dostać w opiekę dwie Rosjanki. Bardzo tego nie chciałem, właśnie z tych względów. Rosjanki zawsze mi się kojarzyły z toną obrzydliwego makijażu, i to we wszystkich kolorach tęczy. I z dziwaczną modą, podobną do tej brytyjskiej – tzn. grube nogi wciśnięte w maksymalnie obcisłą spódniczkę. Tyle że u Rosjanek raziło to, że np. do eleganckich butów potrafiły założyć sportowe szorciki czy dresową kieckę. To mnie powalało, nasłuchałem się takich historii, zresztą widziałem takie dziewczyny na wakacjach. I wszystkie oczywiście blade, z utlenionymi włosami i tym ohydnym makijażem, pełno różu porozsadzanego na policzkach – nie wyglądało to ładnie. I tak sobie wyobraziłem te potencjalne Rosjanki, którymi miałem się opiekować. Ale nie. Yelena od razu wpadła mi w oko – zupełnie inny typ: kruczoczarne włosy, delikatny makijaż i stonowane kolory garderoby. Bardzo dziewczęco i z gustem. Potem doszło do tego, że poznałem jej charakter oraz zainteresowania, których moja ukochana ma mnóstwo. I tak stopniowo zaczęła mnie tym wszystkim zarażać. Aż sam byłem zdziwiony tym, jak szybko wpadłem po uszy. No i siłą rzeczy chciałem również poznać kraj, z którego pochodzi. Nie ukrywałem jednak ani przez chwilę, że się zwyczajnie boję tam jechać. Że takie zderzenie kulturowe będzie dla mnie zbyt dużym szokiem. I że jak zobaczę Yelenę pośród swoich to się do niej zrażę i że czar pryśnie, a nasze drogi się rozejdą po tym wyjeździe. Niemniej jednak należę do ludzi odważnych, toteż postanowiłem pojechać.

Od razu, gdy tylko wjechałem do Moskwy, na kolana powaliła mnie jej monstrualność. Prawdziwa wielka metropolia, w zupełnie europejskim stylu. Choć wiele rzeczy było takich typowych, „ichniejszych”, np. cerkwie. Te złote kopuły i ten połysk, ten ogrom tych budowli – naprawdę robi wrażenie. Oczywiście na temat samego miasta oraz jego zabytków i ciekawych miejsc wartych zwiedzenia mógłbym pisać i pisać, ale myślę, że ważniejsze są w tym momencie inne aspekty, przede wszystkim to, jak zmienił się mój stosunek do Rosjan. Muszę przyznać, że bardzo. Aczkolwiek to wszystko nie jest takie klarowne. Muszę przyznać, że wyjeżdżając stamtąd do Polski miałem naprawdę mieszane uczucia. Bo z jednej strony poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, ale także zetknąłem się z prawdziwą patologią. Słyszałem wiele historii na temat dzieci, zresztą widziałem też takie grupki, głównie w okolicach dworca, które nie mają nikogo, są sierotami, żyją w jakiejś wspólnocie, gdzie już od najmłodszych lat piją alkohol (i to taki najcięższy), palą papierosy, uprawiają seks i wąhają np. klej, od czego wielu przedwcześnie zmarło. Widziałem takie obrazki kiedyś w filmach dokumentalnych, i to jeszcze w Polsce, ale nie sądziłem, że to prawda, że już małe, 10-letnie dziewczynki – niczym w Tajlandii – potrafią się puszczać za przysłowiowego dolara, gdy np. natrafią na jakiegoś bogatego zagranicznego biznesmena. Tak, o tym się otwarcie nie mówi, ale w Moskwie wszyscy wiedzą o tym, jak sytuacja wygląda i nikt nie ma zamiaru z tym nic zrobić. Tamtejsze służby porządku i bezpieczeństwa niewiele sobie z tego robią, nawet nie mają za bardzo co. Posłać te dzieci do sierocińca? Ok., ale i tak nie przestaną tam chlać. Będą robić rozpierduchę, więc i tak trzeba je będzie odesłać z powrotem. A nikt nie chce się nimi zająć, bo kto ma zresocjalizować takie zdemoralizowane już do reszty dzieciaki? To jest po prostu chore. Więc widziałem nawet raz taką grupkę dzieciaków, wszystkie obdarte i brudne, z czarnymi rękami, jedne jadły coś tam, co im jacyś ludzie przynieśli, a inni patrzyli na to, jak dwójka ich kolegów się bije, tak niby dla zabawy, ale jeden dostał takiego kopa, że krew mu poleciała. Dopiero wtedy ktoś tam z zewnątrz się tym zainteresował, by chłopca zabrać do szpitala. Generalnie jest znieczulica. Jak już mówiłem – czasem ktoś daje tym dzieciom jedzenie albo jakieś ubrania, czasem nawet pieniądze. Ale gdy dostają one pieniądze, to od razu idą one na wódę i tak się koło zamyka. To po prostu straszne.

Kiedy wyjechałem z miasta na mniej uczęszczane tereny, również zetknąłem się ze straszną biedą. Ci ludzie, żeby np. dojść do szkoły, muszą pokonywać codziennie z dziesięć, trzynaście kilometrów. Często w zimie, gdy śnieg sięga po pachwiny. Wszędzie mają daleko. Do sklepu, do kościoła. Więc muszą radzić sobie sami. Albo coś tam produkują sami do jedzenia, albo robią maksymalne zapasy. Ale żyją. Nie mają telefonów, telewizorów (lub takie, które pamiętają chyba jeszcze czasy Lenina), a w domach porozwieszane mają – zamiast obrazów – same ikony prawosławnych świętych. I oczywiście dla rozgrzania popijają gorzałę, bo bez tego nie ma szans za bardzo na przeżycie, gdy ogrzewanie nie działa, trzeba samemu rozpalać drewno. Różnie z tym bywa. Zawsze mi się chciało śmiać z tych ludzi, dopóki ich nie zobaczyłem na żywo. Śmiać mi się chciało z tych ich bobrowych wielkich radzieckich czapek i z wiecznie czerwonych twarzy, oczywiście na skutek zbytniego popijania. Ale kiedy tam pojechałem, przekonałem się, że bez tego nie da się tam przeżyć, tak cholernie tam zimno. Wiadomo, że oni są o wiele bardziej przyzwyczajeni, ale mimo wszystko, nie da się aż tak przyzwyczaić do minusowych temperatur. Ja akurat byłem tam wiosną, więc nie wyobrażam sobie, co ci ludzie muszą przeżywać zimą. Ale uwaga! Bieda tam aż piszczy, ale wszyscy ludzie są tam cholernie sympatyczni, chętnie ugoszczą tym, co mają, gdy zobaczą jakiegoś wędrującego turystę. I nawet nie dlatego, żeby kazali sobie za to zapłacić, bo oni przecież i tak mają daleko do sklepu. Są po prostu bardzo otwarci na przybyszów, chętnie słuchają o tym, co dzieje się w innych rejonach świata. To mnie naprawdę urzekło. Od tamtego czasu przestałem sobie kpić z tych ludzi – z tych ruskich czapek, chustek i wiecznie bordowo-czerwonych policzków. A dzieciaki tam są po prostu kochane – pomocne i mniej zmanierowane niż gdziekolwiek indziej, ponieważ oprócz tego, że muszą codziennie gnać daleko do szkoły, to po powrocie do domu muszą również pomagać na gospodarstwie – rąbać drewno, nosić wodę itd.

Zupełnie inny obraz zastałem w Moskwie, gdzie doprawdy kontrasty mnie dobiły naprawdę mocno. Yelena to bardzo imprezowa dziewczyna, więc w dużej mierze poznałem „nocny” wymiar tego miasta. Muszę przyznać, że akurat ten zaskoczył mnie niemile. W klubach wiało wiochą i tandetą – jakieś pstrokate wystroje, dziewczyny z gołymi tyłkami tańczące na barze no i ta muzyka… Oczywiście, obok aktualnych światowych przebojów również nie obyło się bez tamtejszych hitów, które wychodziły mi naprawdę bokami. W jednym klubie zobaczyłem jakiś byczy plakat zespołu Tatu (bo tam kiedyś były i zostawiły swój wielki autograf), do którego ludzie niemalże się modlili, wpatrywali się w niego jak w jakieś bóstwo. Oj, kochają te dziewczyny tam, chociaż od jakiegoś czasu wcale się o nich tyle nie słyszy (przynajmniej u nas w Polsce). No i w ogóle nie mogłem przetrawić widoku zataczających się szczawiów, którzy – widać, że dostali pieniądze na tę imprezę od swoich nieco lepiej sytuowanych rodziców – a którzy usilnie postanowili ten fakt wykorzystać, zamawiając jakieś wymyślne drinki. Oczywiście swego rodzaju niepisanym obowiązkiem jest stawianie trunków swoim znajomym, żeby w ten sposób pokazać, że jest się aktualnie przy forsie. Taka głupia moda. No i rzecz jasna niewiele się zmieniło w tym obrazie, z jakim zetknąłem się, będąc na wakacje – Rosjanie maksymalnie obwieszeni złotem, kolczyki w uszach (u facetów!) i jakieś lakierkowane buty albo inne świecidełka. Ohyda! A dziewczyny na imprezach ubrane jak panienki lekkich obyczajów. Zresztą dla Rosjan seksualność jest niczym chleb powszedni, to sprawa normalna, nikt się już z tym nie kryje. Seks uprawia się w coraz to dziwniejszych miejscach, np. na dachach budynków. Owo wyuzdanie nie zna granic. Naprawdę, to było coś strasznego. Dlatego życie nocne w Moskwie naprawdę nie przypadło mi do gustu. W ogóle nie spodobał mi się ani typ imprezowania (w Polsce np. największą frajdę sprawia studentom spotykanie się na jakimś „before” u kogoś w domu albo w jakimś parku, zrzucać się na alkohol kupowany w pobliskiej Żabce, a tam nie – tam wszyscy chcą pokazać i udowadniać sobie nawzajem, że stać ich na luksusowe, wymyślne trunki), ani styl zachowania, ani „kultura powrotu do domu po imprezie”. Tam młodzi – zamiast zamówić taksówkę – wolą pakować się po kilkanaście osób do jednego wozu – często nawet do bagażnika i jadą tacy przeładowani. Albo widziałem kiedyś chłopaka wsiadającego po pijaku (no może się nie zataczał, ale z pewnością trzeźwy to nie był), który niczym się nie przejmował, włożył kluczyki w stacyjkę i pognał, że aż się za nim kurzyło.

No dobra, ale nie tylko na imprezowaniu kończy się Moskwa. To, co mnie wkurzyło i zniechęciło, zostało po części zrekompensowane przez inne rozrywki. Mianowicie: szczególnie spodobały mi się tamtejsze koncerty. Te organizowane są już naprawdę nie tyle co z rozmachem, ale po prostu z gustem. Kiedy ma być kameralnie, jest kameralnie. Kiedy ma być masowo, to wszystko jest przystosowane do tego, aby przyjąć dużą liczbę osób. I wszyscy są zadowoleni. I zapraszane są tam gwiazdy naprawdę światowego formatu. I to trzeba przyznać – lepsza organizacja niż w Polsce, przynajmniej moim zdaniem. Poza tym jestem pod wrażeniem kina rosyjskiego. Na całe szczęście te święci ostatnio triumfy nie tylko w Rosji, ale również w Europie, otrzymując liczne nagrody. I dobrze, bo filmy te mają w sobie naprawdę to „coś”. Z jednej strony są nowoczesne, ale też nie kopiują na siłę utartych hollywoodzkich schematów. Jakoś to tak wszystko dobrze u nich wyważone, aż spoglądałem z zazdrością na ekran kinowy.

Również znajomi Yeleny szybko podbili moje serce. To znaczy, że szybko załapałem z nimi kontakt. Bardzo chcieli mnie poznać – to po pierwsze, i to już od momentu, w którym Yelena wróciła cała w skowronkach z Polski i zaczęła im o mnie opowiadać. Po drugie – jakoś nie czułem się obco. I nie to, że to słowiańska jedność, ale – co mnie zdziwiło – dużo na przykład rozmawialiśmy na temat wzajemnych stosunków polsko-rosyjskich. Sami zaczęli, więc kontynuowałem. Próbowałem pociągnąć za język i dowiedzieć się, co młodzi Rosjanie myślą na temat Polaków. Odpowiedź, jaką otrzymałem – przyznam szczerze – jakoś super mocno mnie nie zdziwiła. Większość młodych Rosjan po prostu nie kojarzy Polski, dla nich zachodni sąsiedzi zaczynają się dopiero w Niemczech i dalej w kierunku Atlantyku (również z pominięciem Czech, Słowacji, Chorwacji itd.). Ci jednak, którzy mają pojęcie na temat Polski, to albo mają stosunek obojętny, albo nastawieni są przyjaźnie. Mało kto nastawiony jest w sposób negatywny. Mi osobiście aż wstyd się było przyznać do tego, co na temat Rosjan myślą Polacy, czego ja byłem idealnym przykładem. Więc wybrnąłem dyplomatycznie, mówiąc, że nie umiem się wypowiadać za ogół, ale sądzę, że młodym Polakom coraz bardziej zależy na pojednaniu i na dobrych relacjach z sąsiadami, nie wiem natomiast, jak jest w przypadku starszych osób, które mają złe wspomnienia z okresu wojny oraz komuny. Apropos komuny – zapytałem z ciekawości, jaki stosunek mają do niej Rosjanie, szczególnie ci młodzi. Jak to jest przedstawiane na lekcjach historii. Powiedzieli, że społeczeństwo jest podzielone – część żywi szacunek do Lenina i jego następców, a niektórzy uważają, że to najgorszy epizod w historii ich kraju. Obecnie na topie jest tam Putin oraz Miedwiediew, ponieważ dopiero teraz Rosjanie czują się „europejsko”. Poza tym bardzo zdziwiłem się, ponieważ zawsze uważałem, że nasi sąsiedni sąsiedzi to gorliwi wyznawcy prawosławia, że ta religia jest dla wszystkich w równym stopniu jak świętość, podobnie jak w islamie – kto się nie modli, ten jest przeklęty. A tu usłyszałem i zresztą przekonałem się na własne oczy, jak wiele cerkwi (mówię tu oczywiście o tych takich mniejszych, bo te duże, to wiadomo, że są zawsze oblegane, chociażby przez turystów) świeci pustkami. Większość młodych Rosjan jest obecnie po prostu ateistami.

Co jeszcze mnie uderzyło? Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu… Przede wszystkim atmosfera, jaką zastałem w domu mojej dziewczyny. Rodzina Yeleny jest bardzo liczna. Na dole mieszkają jej dziadkowie, którzy mają grubo ponad 80 lat, ale wciąż się świetnie trzymają. Potem są jej rodzice, Yelena, trójka młodszego rodzeństwa oraz jej starsza siostra, która mieszka z nimi w jednym domu wraz z mężem, niedługo ma się im urodzić także dziecko. Początkowo bałem się, że będę tam postrzegany jako pasożyt, jako kolejne dziecko do wykarmienia. Oczywiście też robiłem często zakupy, sporo przywiozłem z Polski, ale też nie musiałem tego robić, gdyż ani przez chwilę nie dano mi odczuć, że jestem tam niemile widziany. Spałem sobie na dole w pokoju gościnnym, to był jedyny warunek – żeby nie z Yeleną w jednym pokoju. Pod tym względem jej rodzice są konserwatywni i trzymają się zasad swojej religii. A poza tym czułem się trochę jak członek rodziny. Wszyscy chętnie słuchali o Polsce, dużo mnie o nią pytali, jakie są różnice między naszym krajem a ich. I choć rodzina Yeleny do tych najbogatszych nie należy (raczej do tzw. klasy średniej), to codziennie dostawałem smaczne jedzenie, że aż stół się niemalże uginał. Miałem do dyspozycji telewizor, Internet, telefon – czego tylko chciałem. Nawet użyczyli mi samochód, abyśmy z Yeleną pozwiedzali trochę miejsc poza miastem, żebyśmy nie tłukli się pociągami albo autobusami.

No i najważniejsze było w tym to, jak ta rodzina się wzajemnie szanuje i kocha. Każdy posiłek jest dla nich jak świętość, musi być przyjemna atmosfera, nie ma być kłótni, wszyscy mają być rozprężeni. Wówczas każdy mówi o tym, co się mu przydarzyło w ciągu dnia, dzieci opowiadają, co było w szkole, dziadkowie dorzucają np. to, o czym wyczytali w gazecie albo zobaczyli w wiadomościach, więc dzięki temu cała rodzina jest zawsze na bieżąco w tym, co się dzieje na świecie. Byłem w szoku, że nawet orientowali się nieco w tym, co się dzieje także i w Polsce. Wiadomo, że nie o wszystkim, ale np. o tym, kto zasiada w fotelu prezydenckim, kto jest premierem, że w Polsce ma być montowana tarcza antyrakietowa, że ma się u nas odbyć Euro 2012 itd.

Nadszedł w końcu dzień, w którym musiałem opuścić te wielkie miasto oraz ten jeszcze większy kraj – kraj kontrastów i zderzenia różnych mentalności ludzkich. Przyjechałem do Polski i od tego pory żywo zacząłem się interesować Rosją, innymi jej miastami i rejonami, które również mam zamiar kiedyś zobaczyć. Teraz Yelena przyjedzie do mnie i wspólnie spenetrujemy Polskę – od morza aż po góry. Z tego względu, że nasz kraj jest o wiele mniejszy, wobec tego istnieje taka możliwość. To fakt, że rozłąka jest niekorzystna dla nas obojga, ale z drugiej strony – zaostrza apetyt. Tak, że kiedy mamy okazję się w końcu zobaczyć, to tematów do wspólnych rozmów nie ma końca!” – w ten oto sposób swój wyjazd relacjonuje Bartek.

Autor: Marta Akuszewska
Bibliografia:
1. http://www.hanse-parlament.eu/mediabig/360A.pdf
2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Doktor_(stopie%C5%84_naukowy)#Rosja
3. Onet.pl – Przewodnik (Rosja)
 

© EDUCENTRUM Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć   Polecamy: WOS, Angielski, Geografia